Karolina pietrzak
Serdecznie dziękujemy wszystkim naszym darczyńcom, przekazującym 1 % podatku oraz wolne wpłaty na rzecz KAROLINKI. Wierzymy, że dzięki Waszym gorącym sercom uda się zebrać środki na kosztowne leczenie naszej córeczki.
                                                         
                                                     Dziękujemy,
                                                     Justyna i Maciej

"Są takie chwile, kiedy czyjaś pomocna dłoń jest niezbędna, czyjaś obecność jest ratunkiem, wybawieniem, otuchą, pocieszeniem. Jak dobrze, że jest ktoś, do kogo możesz zwrócić się o pomoc. Jak dobrze, że ty jesteś, by komuś przyjść z pomocą, po prostu przy nim być, gdy tego potrzebuje. Jak dobrze, że jesteś..."

                                                   Małgorzata Stolarska




Nasza historia


Karolinka urodziła się przez cesarskie cięcie 29. września 2008 roku. Cała nasza rodzina czekała na jej przyjście z niecierpliwością. Wszyscy mocno wierzyliśmy, że nasz Aniołek będzie zdrowym dzieciątkiem...

Ale może od początku:

ROK 2008:
25 czerwca (w 7. miesiącu ciąży) pojechaliśmy do Łodzi na kontrolne badanie (tzw. połówkowe) z podejrzeniem małowodzia. To, co usłyszeliśmy podczas badania USG, okazało się jednak dużo gorsze.
Zostaliśmy poinformowani o wadach naszego dziecka - przy okazji dowiedzieliśmy się, że będziemy mieć córeczkę. Pan doktor powiedział, że maleństwo ma rozszczep kręgosłupa, lordozę lędźwiową, jedną stópkę końsko-szpotawą, drugą - zdeformowaną bez kości udowej, tylko jedną nerkę, chore serduszko, przepuklinę zawierającą wątrobę, zdeformowaną czaszkę, wyłupiaste oczy i nie ma noska. To było najgosze pół godziny naszego życia. Od tej pory kolejni lekarze "sugerowali" przerwanie ciąży.
Stanęliśmy przed najtrudniejszą decyzją, ale w głębi serca od razu wiedzieliśmy, że nie pozwolimy skrzywidzić naszej córeczki. Nie było łatwo bronić jej życia, zwłaszcza że "w razie nieprzerwania ciąży dziecko umrze w brzuchu, a jeśli jakimś cudem przeżyje do dziewiątego miesiąca, nie zniesie trudów porodu" (te słowa także ciągle słyszeliśmy).
Mijały kolejne tygodnie, wsłuchiwaliśmy się w każdy ruch naszego maluszka i zastanawialiśmy się, czy to właśnie ten kopniak był ostatnim. I tak dotrwaliśmy do września. Musieliśmy zastanowić się, jaki szpital zapewni nam najlepszą opiekę. Zawiodły "najlepsze" placówki w Warszawie i Łodzi - lekarze stamtąd nie chcieli wziąć na siebie odpowiedzialności.
Zdecydowaliśmy się na Szpital Uniwersytecki im. Jana Biziela w Bydgoszczy. Tydzień przed terminem położono nas na oddziale patologii ciąży. Wiedzieliśmy, że nasza córeczka przyjdzie na świat poprzez cesarskie cięcie. Ustalono, że zabieg odbędzie się w poniedziałek 29. września 2008 roku.
Byliśmy przerażeni, bo nie wiedzieliśmy co nas czeka. Zastanawialiśmy się, czy dane nam będzie przytulić córeczkę.
Jednak w szpitalu trafiliśmy na wspaniałych ludzi, którzy podtrzymywali nas na duchu. Spotkaliśmy niesamowite kobiety, które borykały się z własnymi problemami, a umiały znaleźć w sobie siłę, aby nam dodać otuchy. Zaopiekowali się nami lekarze, którzy nie skreślili nas na samym początku i postanowili pomóc Karolince.
W poniedziałek o 8.57 przyszła na świat Karolinka. Niestety, nie mogła od razu przytulić się do mamusi. Została przewieziona do Szpitala Uniwersyteckiego im. Antoniego Jurasza w Bydgoszczy. Tam zaopiekowała się nią wspaniała dr. Irena Daniluk-Matraś.
U naszej córeczki rozpoznano zespół wad wrodzonych, przepuklinę oponowo-rdzeniową, wadę rozwojową kończyny dolnej lewej (zdeformowana kość piszczelowa, kończyna przygięta do brzucha, polidaktylia i skrzyżowanie palców), ubytek skóry w okolicy kończyny dolnej lewej, ubytek mięśni i powięzi lewego boku, wadę kręgosłupa i żeber, dysmorfię twarzy, nerkę prawą podkowiastą, nogę lewą końsko-szpotawą, przepuklinę jelitową oraz wadę kończyny górnej prawej (zniekształcenie palców)
Karolinka została zoperowana jeszcze tego samego dnia. Zabieg trwał 5 godzin.
Po niecałym miesiącu, 24. października, Karolinka przyjechała do domu.
Codziennie pokazuje nam swoją siłę i wolę życia. Jest małą kruszynką, która daje swoim rodzicom i dziadkom masę radości.

ROK 2009:
Rozpoczął się nowy etap w leczeniu Karolinki. Udało nam się wreszcie znaleźć szpital, który podejmie się rekonstrukcji nóżki. Dopiero w Klinice Ortopedii w Zakopanem usłyszeliśmy, że amputacja nie jest jedynym słusznym rozwiązaniem. Termin operacji wyznaczono na 15. kwietnia.
Spędziliśmy w Klinice dwa tygodnie. W międzyczasie lekarze postanowili, że aby uniknąć kilku zabiegów, Karolinka przez kilka miesięcy musi nosić gipsowy gorset. Operacja została przełożona na 2.września.
Noszenie gorsetu okazało się nie tak łatwą sprawą , jak myśleliśmy. Pojawiły się odleżyny, które trzeba było wyleczyć. Zmagaliśmy się także z zakażeniem układu moczowego.
W czasie tych wszystkich dodatkowych chorób, pojawił się promyk nadziei. Karolinka, dzięki wspaniałej pani rehabilitantce Justynie Mikołajewskiej, zaczęła próbować siadać, przewracać się z plecków na brzuszek, a także, delikatnie ruszać nóżkami!  Oznacza to, że być może paraliż, który miał zawładnąć Karolinką od klatki piersiowej w dół, nie objął aż tak wiele naszego kochanego ciałka. Ruchy, które zauważyliśmy są prawdopodobnie efektem ruchów miedncy, ale dla nas to jedno z najwspanialszych odkryć!
Teraz z utęsknieniem czekamy na wrzesień i kolejne zmiany w życiu naszej trójki.

Wrzesień 2009 r.
Jesteśmy po operacji. Udało się nieco odchylić nóżkę. Teraz łatwiej jest Karolince samodzielnie siedzieć. Zabieg przebiegł bez większych komplikacji (poza niezbyt dobrymi wynikami krwi i potrzebą transfuzji). W szpitalu spędziliśmy tym razem tylko 10 dni.
Co tydzień jeździmy do Zakopanego na kontrolę (w jedną stronę mamy do pokonania 600 km, więc teraz żadna trasa nie będzie nam straszna Wink). Karolinka nosi znowu gipsowy gorset, który ma ułatwić całkowite odprowadzenie nogi.
Kolejna operacja przewidziana jest na początek przysłego roku.

Pozbądź się reklamEdytuj tę stronęKontakt z właścicielemZgłoś naruszenie